Androgyniczna osoba w tęczowych kolorach przy blogu o transfobii i zrozumieniu

Nie musisz tego rozumieć, żeby okazać zrozumienie

Impulsem do napisania tego artykułu była wiadomość, że KLM oficjalnie włączył urlop na tranzycję płciową do swojej polityki pracowniczej. Pracownicy przechodzący tranzycję mogą wykorzystać maksymalnie 24 tygodnie specjalnego urlopu rozłożonego na okres dziesięciu lat. Urlop ten można wykorzystać między innymi na wizyty i leczenie, rekonwalescencję po zabiegu medycznym oraz inne kroki związane z tranzycją.

Luchtvaartnieuws opisał wprowadzenie tej regulacji, a temat poruszył również Up in the Sky.

Na własnej stronie careers KLM wewnętrzna sieć LGBTQI+ Over the Rainbow już wcześniej informowała, że zabiegała o takie oficjalne rozwiązanie. Bez niego pracownicy byli zależni od elastyczności swojego przełożonego.

Moja pierwsza myśl po przeczytaniu tej wiadomości była właściwie prosta: dobrze, że pracodawca tworzy na to przestrzeń.

Potem jednak otworzyłem komentarze pod postem Luchtvaartnieuws na Facebooku.

Przeczytałem tam między innymi:

„W tym kraju naprawdę zaczyna się robić absurdalnie. Niech każdy robi, co chce, ale żeby pracodawca dawał za to urlop, to kompletne szaleństwo.”

Ktoś inny napisał:

„A pasażerowie niech płacą za te bzdury.”

I jeszcze ktoś:

„Ten kraj z każdym dniem robi się coraz bardziej szalony.”

Do tego momentu można jeszcze powiedzieć: ludzie krytykują warunki zatrudnienia. Dalej jednak KLM nazywany jest „woke organization”, a inny komentarz kończy się słowami „obrzydliwe, pieprzone tęczowe idioty”.

Wtedy już dawno nie chodzi o pytanie, czy 24 tygodnie urlopu to dużo czy mało.

I właśnie to od lat mnie drażni.

Bo ten blog ostatecznie nie jest o KLM. Ta wiadomość jest tylko punktem wyjścia do czegoś znacznie szerszego, co od dawna mnie zajmuje. Niemal za każdym razem, gdy wiadomość choćby dotyka tożsamości płciowej, opieki zdrowotnej dla osób transpłciowych lub samych osób transpłciowych, w internecie widzę ten sam schemat.

Sam temat prawie nie ma znaczenia. Niezależnie od tego, czy chodzi o opiekę zdrowotną, sport, edukację, zaimki, warunki zatrudnienia czy po prostu osobę transpłciową pojawiającą się w wiadomościach, komentarze bardzo szybko wypełniają się słowami takimi jak „woke”, „szaleństwo” i „szukanie uwagi”. Ludzie krzyczą, że opieka powinna być zakazana, nie powinna być refundowana albo że ktoś powinien po prostu pogodzić się z ciałem, w którym się urodził. I często na tym się nie kończy; regularnie przeradza się to w otwartą nienawiść.

Gdzie podziała się empatia?

Ten powtarzający się schemat uważam być może za jeszcze bardziej niepokojący niż komentarze pod jedną konkretną wiadomością. Oczywiście nie ma nic złego w krytyce polityki. Dlaczego jednak temat związany z płcią tak często staje się przepustką do wyśmiewania samych ludzi, bagatelizowania ich problemów albo nazywania ich istnienia nonsensem?

Oczywiście można dyskutować o rozwiązaniu takim jak to w KLM. Dlaczego 24 tygodnie? Jak jest stosowane? Jak ma się do innych rodzajów specjalnego urlopu? To wszystko są uzasadnione pytania.

Jednak często na tych pytaniach się nie kończy. Dyskusja błyskawicznie przechodzi od krytyki zasad do niepoważnego traktowania ludzi, dla których te zasady istnieją.

To mnie dotyka.

Sam nie jestem osobą transpłciową, więc nie wiem, jak to jest, gdy tożsamość płciowa nie odpowiada płci przypisanej przy urodzeniu. I nie chcę udawać, że wiem.

Jako członek queerowej społeczności wiem jednak, jak to jest nie mieścić się w standardzie w ważnej części swojego życia. Najpierw trzeba zrozumieć i zaakceptować siebie, a jednocześnie wiedzieć, że otoczenie również będzie miało na ten temat opinię.

Moje doświadczenie nie jest takie samo jak doświadczenie osoby transpłciowej. Być może jednak właśnie ono ułatwia mi zrozumienie, jak ważna może być akceptacja.

Tranzycja zazwyczaj nie zaczyna się bowiem w dniu, kiedy ktoś zaczyna przyjmować hormony, używać innego imienia lub poddaje się leczeniu medycznemu.

Mogą ją poprzedzać lata. Czasami dekady wątpliwości, niepewności, wstydu, zaprzeczania albo prób spełniania oczekiwań otoczenia. Nie każda osoba transpłciowa przechodzi tę samą drogę i nie każdy decyduje się na kroki medyczne. Dla wielu osób poprzedza je jednak ogromna osobista walka.

A kiedy w końcu dochodzisz do tego miejsca, pozostaje jeszcze świat zewnętrzny.

Powiedzieć rodzinie, przyjaciołom i współpracownikom. Poszukać pomocy. Odbyć rozmowy. Być może przejść zabiegi medyczne i dochodzić po nich do siebie.

A w tym samym czasie czytasz w internecie, że to „bzdury” i „szaleństwo”.

Doceń swoje szczęście

Najtrudniejsze jest dla mnie chyba to, jak szybko ludzie osądzają coś, z czym inna osoba mogła zmagać się przez wiele lat.

Jeśli nigdy nawet przez sekundę nie musiałeś zastanawiać się, czy Twoje ciało odpowiada temu, kim jesteś, uważaj się za szczęściarza.

Jeśli nigdy przez lata nie zmagałeś się ze swoją tożsamością płciową, bądź za to wdzięczny.

Nie rób jednak z własnej oczywistości dowodu na to, że problem kogoś innego nie istnieje.

To, że Ty czegoś nie czujesz, nie oznacza, że ktoś inny nie może tego czuć. To, że Ty nie potrzebujesz określonej opieki zdrowotnej, nie oznacza, że ktoś inny również nie powinien móc jej potrzebować.

Nie musiałem przejść depresji, żeby rozumieć, że osoba z depresją może poważnie cierpieć. Nie muszę poruszać się na wózku, żeby rozumieć znaczenie dostępności. I nie muszę być osobą transpłciową, żeby poważnie traktować kogoś, kto mówi, że przez lata zmagał się ze swoją tożsamością.

To nazywa się empatią.

Te 24 tygodnie to nie wakacje

Także nagłówek „Pracownicy KLM otrzymują 24 tygodnie urlopu na tranzycję płciową” wymaga pewnego kontekstu.

Nie chodzi o 24 dodatkowe tygodnie wakacji. Chodzi o maksymalnie 24 tygodnie rozłożone na dziesięć lat, przeznaczone na różne elementy tranzycji.

Według Luchtvaartnieuws pracownicy już wcześniej mogli występować o specjalny urlop. Różnica polega na tym, że KLM uczynił z tego teraz oficjalną politykę. Pracownik nie jest już więc zależny od tego, jak wyrozumiały lub elastyczny okaże się konkretny przełożony.

Nadal możesz uważać, że 24 tygodnie to za dużo. W porządku.

Ale spróbuj przynajmniej zrozumieć, dlaczego istnieje potrzeba takiego rozwiązania.

Właśnie tego brakuje mi, kiedy czytam komentarze typu „a pasażerowie niech płacą za te bzdury”.

Dlaczego pierwszą reakcją jest natychmiastowe oburzenie? Dlaczego nie najpierw pytanie, przez co właściwie ktoś musi przejść, zanim potrzebuje takiego urlopu?

Za wiadomością stoi człowiek

Niezależnie od tego, czy chodzi o urlop na tranzycję, opiekę zdrowotną dla osób transpłciowych, sport, edukację czy inny temat związany z płcią: za słowami, nagłówkami i dyskusjami politycznymi stoją prawdziwi ludzie.

Ktoś, kto być może przez lata czuje, że coś jest nie tak. Ktoś, kto długo próbował to uczucie tłumić. Ktoś, kto w końcu znalazł odwagę, żeby poszukać pomocy i zacząć żyć jako siebie.

A potem ta osoba czyta w internecie, że jej opieka jest „bzdurą”, że pracodawca „oszalał”, jeśli bierze pod uwagę transpłciowych pracowników, albo nawet że ludzie z tęczowej społeczności są „obrzydliwymi, pieprzonymi tęczowymi idiotami”.

Spróbuj wyobrazić sobie, co to robi z kimś, kto być może przez lata miał trudność z zaakceptowaniem siebie.

Jako osoba queer wiem, jak wiele znaczy, gdy otaczający świat nie próbuje mówić Ci, kim masz być, tylko po prostu daje Ci przestrzeń, by być sobą.

Nie musisz wiedzieć, jak to jest być osobą transpłciową.

Ja też tego nie wiem.

Możesz jednak zaakceptować, że doświadczenie, którego sam nie znasz, może być dla kogoś innego bardzo realne.

Może więc powinniśmy trochę rzadziej krzyczeć, że coś jest „szaleństwem” albo „bzdurą”, a trochę częściej słuchać ludzi, których naprawdę to dotyczy.

A kiedy ich problem jest tak odległy od Twojego własnego życia, że trudno Ci sobie wyobrazić, jak to jest, uświadom sobie przede wszystkim, jak wiele masz szczęścia, że nigdy nie musiałeś toczyć tej walki.

Nie powinno to być powodem do bagatelizowania problemu innej osoby.

Powinno być właśnie powodem do okazania większego zrozumienia.

Everyone here is a work of art.


Dave z Gunderwear

Powrót do blogu